Pamięć o hetmanie

Kategorie i tagi:

Esej - Hetman Jan Tarnowski, Szkic Biograficzny
Michał Marczak

Odczyt wygłoszony w dniu 21. lutego 1926 r. na uroczystości szkolnej, nadania zakładowi nazwy „PAŃSTWOWE GIMNAZJUM im. Hetmana JANA TARNOWSKIEGO“ w Tarnobrzegu.

TARNOBRZEG

NAKŁADEM ZDZISŁAWA Hr. TARNOWSKIEGO
Z drukarni Franciszka Cwynara
1926

ODBITO W 200 EGZEMPLARZACH

Bibljografja.

X. Kasper Niesiecki: „Korona Polska Przy Złotey Wolności“. Lwów, 1743. T II.
X. Konstanty Bogusławski: „Życia sławnych Polaków krótko zebrane“. Warszawa, 1788. T. I.
X. Stanisław Orzechowski: „Życie i śmierć Jana Tarnowskiego“. Przekład i objaśnienia X. Fr. Bohomolca. Warszawa, 1805.
Lwowianin (L. Zieliński) Lwów, 1838, T. VII−y.
Teodor Morawski:„Dzieje narodu polskiego“. Poznań, 1871, T. II.
Dr. Antoni Rolle: „Opowiadania. Serja IV. Sprawa Tarnowska". Kraków, 1884.
Franc. Walczakiewicz:„Jan Tarnowski hetman wielki koronny". Lwów nakład Macierzy Polskiej, 1889. Kraków, druk Anczyca.
Jerzy Sewer hr. Dunin−Borkowski: „Genealogje żyjących utytułowanych rodów polskich“. Lwów, 1895.
Stanisław hr. Tarnowski: „Genealogja Tarnowskich, Melsztyńskich i Jarosławskich h. Leliwa". B. w. m., dr. i r. (Kraków, "Czas", ok.1908r.).
Dr. Jan Leniek: „Tarnów za czasów Leliwitów". Tarnów, 1911.
Tadeusz Korzon: „Dzieje wojen i wojskowości w Polsce“. Kraków, 1912. T. I
Eugenjusz Starczewski: „Możnowładztwo polskie na tle dziejów“. Kraków, 1914. T. I.

Inne drobniejszej wagi materiały podane w odnośnikach.

Rzecz dziwna, iż w naszej najnowszej historjografji nie znalazł się badacz, któryby się zajął bliżej wybitną w XVI w. i ze wszech miar interesującą osobą hetmana Tarnowskiego, planowo poświęcając jej swe pióro. Jak dotąd, spotkać się można jedynie z dłuższemi lub krótszemi wzmiankami przygodnemi w różnych opracowaniach; wydane w roku 1889 przez Macierz Polską, wymienione wyżej dziełko Walczakiewicza jest tylko drobnym, zbyt popularnym szkicem, dla ludu wiejskiego przeznaczonym.

Kreślić żywoty sławnych i zasłużonych ludzi w sposób treściwy, trafny i wierny, a przytem zajmujący i wdzięczny – to zadanie niełatwe; niewielu historjografja liczy Plutarchów, Neposów czy Swetoniusów.
Gdy jednak w związku z dzisiejszą uroczystością naszego zakładu mnie przypadł zaszczyt naszkicowania sylwetki hetmana Tarnowskiego, przedstawienia jego wielkich dla narodu zasług i wybitnej roli, jaką za dwóch Zygmuntów odegrał, zatem przenosząc chęci nad siły, pozwalam sobie scharakteryzować pokrótce ową wybitną postać historyczną według źródeł i materjałów, jakie w skąpym terminie czasu mogłem był w swem ręku skupić i wykorzystać.

Hetman Tarnowski był wielkim panem, znakomitym wodzem, dużej miary uczonym, życzliwym i hojnym mecenasem nauk i sztuk, tudzież świetnym administratorem. Są to zasadnicze cechy tego znakomitego męża, jednak przyszły biograf bez popadania w przesadę będzie mógł liczbę ich uwielokrotnić, superlatywów nie skąpiąc.
Pochodził z rodu jednego z najwybitniejszych, który od czasów Łokietka trząsł Małopolską, należąc do tych paru, co wyswatali Jadwigę Jagielle, doprowadzili do unji Korony z Litwą i związek obu narodów pod Grunwaldem obronili. Członkowie tego rodu pisali się panami na Tarnowie, drudzy na Melsztynie, inni na Jarosławiu i Przeworsku. Leliwa ich rodowem godłem. Spokrewniali się z Piastami śląskimi i mazowieckimi, a siostrzenica króla Podjebrada nie wahała się zostać panią Tarnowską. Odpowiednio do olbrzymich obszarów ziemi, jakie posiadali, od Czchowa i Tarnowa aż w głąb Podola i od Szczebrzeszyna po Bieszczady, odpowiednio do tężyzny umysłowej, jaką się odznaczali, należeli stale do wiernej rady Korony, zasiadając już od dwóch wieków przedtem jużto na krześle wojewodów sandomierskich, jużto zajmując pierwsze miejsce kasztelanów krakowskich.

Ojcem hetmana był Jan Amor z Tarnowa, kasztelan krakowski, zaś matką druga żona tegoż, Barbara Zawiszanka z Rożnowa, wnuczka słynnego Zawiszy Czarnego. Takie drzewo musiało wydawać szlachetne owoce. Ów Jan Amor skupił w swem ręku całą fortunę Tarnowskich i był w kraju pierwszym potentatem.

W chwili śmierci ojca, w r. 1500, nasz bohater liczył dopiero 12 lat (*1488 r.), ale już do tego czasu zdążył być pazikiem króla Olbrachta, pozostawał następnie na dworze króla Fryderyka kardynała oraz u króla Aleksandra. Według Niesieckiego, miał on także pozostawać przez jakiś czas na usługach kanclerza Drzewickiego. Było to wątłe, „zliszajałe“ dziecię – powiada o nim Orzechowski – ale zato już jako 10-letnie pacholę umiało Virgiliusa na pamięć, a mając lat 15, układało litery łacińskie do rad koronnych i do króla. Młodziutki Janek, Magnusem potem zwany – nie dla wzrostu, bo był mniej niż średniego, ale dla zasług – nie tylko w książkach, ale i w rzemiośle rycerskiem się kochał. Ot, co dalej w jego życiorysie Orzechowski powiada: jakoby szczenię jakie, z rodu myśliwe, pokazowa, ku jakiemu urodzi się polu: tak i on spraw bojowych na dworze się przysłuchiwał, hetmanów się dzie−rżył, w rozmowach ich lubował, historję możnych królów rad czytał.

Pierwszy chrzest wojenny otrzymał w wyprawie Mikołaja Kamienieckiego przeciw hospodarowi Bogdanowi 1509 r., brał potem udział w zwycięskiej bitwie Lanckorońskiego z Tatarami pod Wiśniwcem 1512 r. i wreszcie z Moskalami pod Orszą 1514 r. W następnym roku widzimy go wśród innych paniąt polskich w orszaku króla Zygmunta na zjeździe w Preszburgu.

W dwa lata później dla dokończenia wychowania i zaprawienia się w sztuce wojennej podróżował po Włoszech, wyprawił się do Syrji, Palestyny, Arabji i Egiptu, bawił w Europie zachodniej i środkowej, w Anglji i Niemczech. Królowi portugalskiemu Emanuelowi tak się w wojnie afrykańskiej przysłużył, iż go tenże puścić od siebie nie chciał, wkońcu wspaniale obdarzył.

Gdy wreszcie po zdobyciu głośnego w świecie imienia do ojczyzny wrócił, oddał swemu królowi wiele listów monarszych, nader pochlebnie o młodym Tarnowskim się wyrażających. Wielce zadowolony Zygmunt I, dał mu zaraz krzesło senatorskie kasztelana wojnickiego, by młodzian i swemu krajowi mógł się zasługiwać. Jeszcze tego samego roku (1521) wysłał go do Węgier na czele 2.500−korpusiku 1) na pomoc swemu synowcowi Ludwikowi przeciw sułtanowi Solimanowi, który gdy jednak po zdobyciu Belgradu dalszych kroków zaniechał, oddział polski nieużyty do kraju wrócił. Tę mimowolnie nieudałą wyprawę powetował sobie Jan Magnus rozgromieniem zagonu tatarskiego pod Komarnem 1524 r. Niebawem posunął Tarnowskiego na krzesło wojewody ruskiego i po zgonie hetmana Firleja wręczył mu buławę hetmańską. W r. 1537 dał mu najwyższą senatorską godność: kasztelanię krakowską i buławę wielką (1538).

Wybór królewski był trafny. Wprawdzie okres nieustannych zatargów z Krzyżakami skończył się układem krakowskim, Habsburgowie zaprzątnięci u siebie rozterkami reformacyjnemi i niebezpieczeństwem tureckiem zostawili Polskę w spokoju, ale od strony Moskwy i hołdowników Turcji: hana i hospodara wschodnie rubieże państwa stale były zagrożone. A chociaż podówczas znakomitych w tego rodzaju walkach wodzów nie brakowało u nas, Tarnowski wszakże wybijał się na wszystkich sławą europejską, przytem rycerskim polorem i manierami wielkiego feudalnego pana. Świetny podówczas dwór krakowski potrzebował właśnie takiego senatora i stałego doradcy tronu, wodza w każdej potrzebie i bywalca do reprezentacji.

Po mochackiej bitwie obrany i ukoronowany król węgierski, Jan Zapolya, dziewierz Zygmunt I, został przez swego rywala pod Tokajem pobity. Umknął tedy do Polski, by w państwie swego szukać przytułku i pomocy. Czynnej pomocy nie znalazł, nie była bowiem w politycznych kombinacjach króla, przytułek i gośćinność znalazł wszakże u hetmana w jego Tarnowie, gdzie blisko przez dwa lata przemieszkał, a będąc bez grosza, korzystał z dochodów miejskich, jakie mu gościnny gospodarz przyznał. Wygnaniec po odzyskaniu rządów na Węgrzech wdzięcznie będzie potem wspominał swój pobyt na dworze magnata polskiego i prześle mu na pamiątkę buławę i tarczę szczerozłotą, szacowaną na 40.000 dukatów węgierskich. A kiedy po paru latach hetman ujmie się za uwięzionym na Węgrzech swym kolegą ze Senatu, Łaskim, Zapolya bezzwłocznie więźnia uwolni, mimo iż ma mu w swem przekonaniu zbrodnię zdrady do zarzucenia. Najbliższe lata upływają Tarnowskiemu na pracy w swoich rozległych dobrach tudzież na częstych naradach Senatu w trud nych zagadnieniach politycznych, jak kwestja węgierska, intrygi habsburskie, utrzymanie za wszelką cenę pokoju z Turkami, czujność w stronę Moskwy i w. i.

Podczas gdy od strony siąsiednich potęg zażywa Polska spokoju, zrywa się przeciw niej do niedawna hołdownicza Mołdawia pod nowym hospodarem Piotrem, świeżym lennikiem Solimana. Zuchwały Wołoszyn, ufny w poparcie swego suzerena, zbiera swoich Rumunów, pomnaża armię zaciężnymi z Moskwy i sojusznikami z Ordy krymskiej i w początkach zimy 1530 r. najeżdża Pokucie, szerząc spustoszenie aż po Halicz. Obradujący współcześnie sejm w Piotrkowie uchwalił wprawdzie na obronę znaczne podatki i opłaty, jednak w sumie niewystarczające na zaciągnięcie i utrzymanie odpowiednich sił wojskowych. Braki pokrył Tarnowski z własnej szkatuły.
Nie mogąc się doczekać nadejścia powołanego pospolitego ruszenia, podążył hetman z 6.000 jazdy. 2.000 piechoty i z pewną liczbą dział przeciw Wołoszy, którą 12.VIII. 1531 r. dotkliwie pod Gwoźdźcem 2) pokarał. Gdy jednak Piotr nie dał za wygraną i zwyczajem wołoskim uczynił w oko licy Obertyna na czele 24.000 wojska zasadzkę na powracających Polaków, hetman pogromił go na głowę 22.VIII. Na polu bitwy padło 3.000 wrogów, drugie tyle utonęło w bagnach, 2.000 straciło życie w ucieczce, a 1.000 przedniejszych dostało się do niewoli. Hospodar dwukrotnie ranny, ledwie zdążył umnknąć. Polaków legło tylko 256. Hetman odprawił tryumfalny wjazd do stolicy, składając zdobyczne sztandary w katedrze na Wawelu. Uroczystość tę podnosił potężny dźwięk dzwonu „Zygmunta“, odlanego na kilka lat przedtem z dział wrogom zabranych; głosił wówczas po raz pierwszy chwałę zwycięskiego pogromcy niespokojnego sąsiada. Zebrany współcześnie sejm w Krakowie przyjął owacyjnie wielkiego wodza, król ostentacyjnie go uściskał, dodając małą przestrogę, by w przyszłości na czele małej garstki wojska na licznego nieprzyjaciela nie uderzał, ryzykując w ten sposób bezpieczeństwo kraju. Posłowie uchwalili na tymże sejmie podatek po 2 grosze z łanu, by zwrócić hetmanowi poczynione na wyprawę z jego funduszów wydatki. Hospodar Piotr mimo tych klęsk nie zrezygnował z zamiaru owładnięcia Pokucia. Podjudzony przez Moskwę wpadł w r. 1538. do pogranicznych powiatów Rzptej i pobił nad Seretem szczupłe oddziały polskie. Wobec tego Tarnowski ponownie przeciw napastnikowi wyruszył. Piotr poniósł nową klęskę, Polacy zdobyli szturmem naddniestrzańską warownię Chocim. Sułtan, pragnąc utrzymać z Polską dobre stosunki, usunął niespokojnego Piotra od władzy, z jego zaś następcą zawarł Tarnowski korzystny układ. Dodać się godzi, iż w tej nowej na Wołochów wyprawie towarzyszył hetmanowi 18−letni Zygmunt August ku niesłychanemu oburzeniu i zmartwieniu królowej Bony, niespokojnej o los jedynaka.

W dwa lata po Obertynie rozgorzała na wschodnich granicach państwa nowa wojna, wszczęta przez bojarów moskiewskich za małoletności Iwana Groźnego. Moskwa w liczbie przeszło 150.000 zalała z końcem 1533 r. połowę Litwy. Król, nie czekając na zebranie większych sił, ruszył z 4.000 na Litwę. Litwini pod wodzą Radziwiłła pobili najeźdźców pod Starodubem. Wreszcie w następnym roku przyprowadził Tarnowski na teren wojny 8.000 jazdy i 1.000 piechoty, nadto starosta czerkaski Ostafi Daszkiewicz przyłączył się ze swoimi 3.000 kozaków. Akcja wojenna potoczyła się odtąd szybciej. Tarnowski zdobył Radgoszcz, Homel oraz Starodub, broniony uporczywie przez 15.000 ą załogę i silną artylerję, 1535 r.; Starodub został spalony. Do niewoli dostał się naczelny wódz Owczenko i tak ogromna ilość jeńców, iż ci, widząc się w wielokrotnej większości od konwojujących ich Polaków, ośmielili się podnieść bunt i mordować żołnierzy polskich. Wobec tego hetman, rad nie rad, dla bezpieczeństwa armji i kazał część jeńców wyciąć. Z Moskwą został zawarty 5−letni rozejm, przedłużany potem czterokrotnie.
Ostatni raz wypadło Tarnowskiemu wydobyć z pochwy szablę w r. 1549, gdy na jesieni Tatarzy w wielkiej liczbie najechali województwa południowo−wschodnie i zaczęli łupić hetmańskie starostwa na Podolu. Tarnowski na czele swoich nadwornych chorągwi rozgromił pohańców pod Tarnopolem.

Odtąd aż do swego zgonu pędził hetman żywot pokojowy, przy królu pełnił obowiązki senatora i wiernego doradcy, w domu u siebie oddawał się głębokiej pracy naukowej, administracji dóbr i kolonizacji Podola.

Jako wojownik stworzył Tarnowski nową taktykę obozową 3) i uorganizował wojsko przez podniesienie władzy hetmanskiej. Jemu to przypisują zastosowanie w armji polskiej ruchomego taboru, urządzanego z wozów połączonych z sobą dyszlami dla obrony przed przeważającemi siłami, zwłaszcza przed atakami jazdy. Sposobu tego użył n. p. Żółkiewski pod Cecorą, później zaś często używali w XVII w. tego systemu kozacy. Lubo Tarnowski był ciała krótkiego – jak powiada Orzechowski – i w ogóle wątły, wszelako był wodzem groźnym i jako wódz, posiadał cztery cnoty: trzeźwość, czujność, grozę i rząd. Była to natura – powiada tenże Orzechowski w jego życiorysie – ku okazaniu łaski i niełaski na obie strony. Gdy srogi był, widziałeś jawne skry w jego oczach, twarz pałała, kark się jak na lwie nadymał, szyja się trzęsła, powstawały na nim włosy. Ale gdy łaskaw był, anioł z nieba, a nie człowiek z Tarnowa by się widział.
Osądziliśmy Jana Magnusa wielkim panem, widzieliśmy go znakomitym wodzem, przypatrzmyż się mu obecnie, jako senatorowi i mężowi stanu.
Wyszedł on z łona tych wielmożów i oligarchów, co to za Jagiełły i Warneńczyka rzeczywisty ster rządów w swem trzymali ręku, co to podyktowali królowi w Krakowie 1433r. przywileje dla siebie, sankcjonujące ich władzę. A lubo Kazimierz i Olbracht złamali ich preponderację, magnaci z myślą o sobie trzymali się przecież tronu, szczęście kraju zasadzali na zgodzie monarchy z pierwszemi rodami w kraju i na współdziałaniu ich przeciw burzliwej szlachcie, na którą z góry spoglądali, nieradzi jej dorwaniu się do stanowiska klasy rządzącej i coraz śmielej zaglądającej w oczy „panom z panów“; niechętni dzieleniu się wyłącznie swoją do niedawna władzą i znaczeniem z tłumem, zwanym ironicznie „bracią“. Król Zygmunt w odróżnieniu do swych poprzedników lubił się otaczać i posługiwać wielkimi panami, sam kochając się w pańskości i polorze; pobłażliwym się okazywał dla takiego zuchwałego Kity, Zborowskich, Odrowążów i innych.

Ród Tarnowskich zaliczał się na ogół stale do podpór tronu i takim też okazał się hetman przez cały ciąg panowania króla Starego. A lubo ten arystokrata był w swoich pojęciach o jakie dwa wieki spóźniony, przecież jednak w wielu kwestjach społecznych i narodowych miał swoje zdrowe i mądre zapatrywanie. Nieraz mawiał: Przyrodzenie polskie takie jest, że jeśli mu czego w czas zabieżysz, już tego dalej nie czyni; ale jeśli mu z przodku swywoli dopuścisz, już potem nie uhamujesz, chociażbyś koły na jego głowie ostrzył. W myśl tego przekonania konstruował swe cenne i zdrowe rady dla króla i odważnie swe wypowiadał sądy, nie dbając, czy komu będą niemiłe, czem dodatnio się wyróżniał pod tym względem od takiego później Jana Zamoyskiego, goniącego za popularnością i poklaskiem tłumu. Znane jest męskie wystąpienie Tarnowskiego pod Boiskami w czasie t. zw. „wojny kokoszej“, kiedy to śmiało przeciwstawił się wzburzonym tłumom szlacheckim, stając w obronie króla, zuchwale krytykowanego przez gardłaczy. I Zygmunt August doznawał w pierwszych latach swych rządów poparcia ze strony hetmana. Ten n. p. na małżeństwo króla z Radziwiłłówną patrzył zasadniczo z niechęcią i ze swem zdaniem się nie krył, nie pochodziło to jednak u niego zgoła z brudnej zawiści wobec Radziwiłłów, jak to u innych panów miało miejsce, lecz z troski o prestige Majestatu. To też kiedy na sejmie piotrkowskim znani z wojny „kokoszej“ krzykacze i inni awanturnicy w uwłaczający wprost sposób odzywali się do Zygmunta Augusta, nie wahając się użyć nawet gróźb, gdyby Barbary nie porzucił, Tarnowski w obawie, by król nie wyciągnął najdalszych konsekwencyj i ewentualnie nie zrezygnował z korony, zadowalając się panowaniem w dziedzicznej Litwie, znów teraz rzucił swój ważki głos na szalę i w chwili roznamiętnienia i rozgorzenia umysłów odważył się wygłosić rodzaj panegiryku na cześć Zygmunta Augusta i całej „divae progeniei Jagiellonicae“ – jak dynastję tę nazwał. Zakończył zaś swą mowę temi słowy: „Cokolwiek inni postanowią, ja nie zapomnę, królu, żem jest twoim senatorem, żeś ty przewodnikiem rad naszych, wodzem na wojnie i sędzią najwyższym, że nigdy mojej wierności braknąć ci nie powinno: tak, zaiste, myślą ci wszyscy, którzy całości Rzptej pragną“.

Zemszczono się też niebawem na hetmanie za to jego stanowisko na rzeczonym sejmie, niemniej na następnym w r. 1550. Posłowie wytknęli wówczas Tarnowskiemu, iż nieprawnie posiada starostwo sandomierskie. Bogata ta królewszczyzna miała bowiem pewne zastrzeżenie, jednak Zygmunt I nie zważając na to, nadał ją zwycięzcy z pod Obertyna i Staroduba. Wprawdzie ujął się za zaczepionym sam Zygmunt August, jednak dumny a zarazem szlachetny hetman natychmiast z owego starostwa zrezygnował, nie chcąc nikogo gorszyć wymijaniem prawa, chociażby jego zastosowanie nie było trafne i słuszne.

Darem jasnego i logicznego ujmowania sprawy z poparciem znakomitej retoryki przysłużył się hetman państwu i królowi także w Gdańsku. Zjechał był do Prus polskich Zygmunt August w 1552 r., szerzył się tam bowiem gwałtownie protestantyzm i uległość tej tak dla Rzptej ważnej prowincji zaczęła maleć. Zabawiono tam kilka miesięcy, król zjednywał ludzi łaskawością, zaś hetman logiczną argumentacją, która powszechnie przekonywała. „Pomnijcie – mówił Gdańszczanom – że przy Niemcach bylibyście poddanymi, a z nami żyjecie w słodkiej równości praw i swobód, w miłościi obywatelstwie“. Przyznawali Gdańszczanie, że wszystko dobre, po Panu Bogu, królom polskim i koronie powinni i wiecznie powinni być chcą, podjęli się też wykonać wszystko, co im od króla rozkazanem będzie. (Czemuż to obecnie nie znajdzie się u nas taki opatrznościowy mąż, któryby dzisiejszych Gdańszczan jeżeli nie do uległości, to bodaj do poprawnego z Polską współżycia nakłonił!).

Politykiem w znaczeniu dyplomaty Tarnowski nie był 4) i samodzielnie akcji tego rodzaju nie prowadził, przynajmniej znawca ówczesny dyplomacji dr Hirschberg 5) o nim w tej dziedzinie nie wspomina. Za wielkim jednak był panem i za wysokim dygnitarzem, by mógł w zagadnieniach polityki zagranicznej się nie wypowiadać, lub w cień się usuwać, Z jego stosunków z Zapolyą, jak to mówiliśmy, widoczne, iż mniej więcej do r. 1531 kupił się pod sztandarem antihabsburskim, którego chorążymi byli sławni Łascy, a dopiero później od czasu poślubienia Szydłowieckiej, córki kanclerza, oddanego duszą i ciałem Habsburgom, hetman przeniósł się do obozu rakuskiego. Za cóżby mu zresztą cesarz Karol nadał tytuł hrabiowski i dyplom z wielu pochlebnemi i ciepłemi wyrazami.
Niestety, magnaci polscy umieli być również mściwymi, gdy ich duma została czemkolwiek draśnięta. Nie wytrwał też i Tarnowski w stanie życzliwości i uległości wobec Zygmunta Augusta. Obrażony, iż król nie zaszczycił swą obecnością wesela jedynaka hetmańskiego oraz że starostwo krakowskie nadał Ocieskiemu, a nie jemu, nie mógł się powstrzymać, by na sejmie lubelskim 1554 r. nie dać odczuć królowi publicznie swej urazy. Mowę jego przekazał nam Górnicki. Tak miała brzmieć mniej więcej w wyjątkach: Boję się miłościwy królu, iżby kto nie rozumiał, że swoję (prywatną) rzecz prowadzę, gdy o pospolitej mówić będę. Rzeczpospolita stała domami starożytnemi, zasłużonemi; tych wynagradzała dostojeństwy... Niechaj nie będzie ciężko nowym ludziom czekać, aż się w ich domach cnota rozkorzeni; miło to będzie potomkom ich, gdy ich do dostojeństw nowi ludzie uprzedzać nie będą. Co się stało, odstać się nie może, racz jednak W. Kr. M. na przyszłość uważać. Doskonałą dał jednak dumie hetmana odprawę ów Ocieski w nas tępujących słowach: Znam ja, iż dziad mój i ojciec nie siedzieli w radzie królów, ale, jako obfite źródło nie jest przeto mniejszego znaczenia, iż samo od siebie płynie; jako słońce nie jest przeto podlejsze, że samo od siebie jasność daje; tak senatorska moja godność nie jest przeto niższą, iż się odemnie poczyna. Kto w Polsce urodził się szlachcicem, tak być może starożytnym, jak najstarszy hrabia, a jeszcze coś ma naprzód, bo nic nie powinien obcym panom, którzy hrabstwa dają, tylko jednemu królowi i swojemu chowa całą wiarę. W ostatnich słowach Ocieskiego mieściła się aluzja do nadania Tarnowskiemu przez cesarza Karola V w 1547 r. tytułu hrabskiego, która to moda za Zygmunta I coraz więcej w Polsce zagęszczać się poczęła ku ogromnemu oburzeniu szlachty.
Hetman odtąd usunął się w zacisze domowe, wycofał się od polityki i szerszego działania, pracę na arenie publicznej zdając na swego syna Jana Krzysztofa, który jeszcze jako 20−letni młodzian został kasztelanem wojnickim ze względu na zasługi ojcowskie. Stary Tarnowski przerzucił się na inne pola działalności.

Wspomnieliśmy na wstępie o ogromnej fortunie panów z Tarnowa, specjalnie skupionej w ręku naszego Jana Magnusa i znakomicie administrowanej. I miał o czem ten magnat myśleć, bo opócz klucza tarnowskiego, dóbr rodowych, dóbr macierzystych: Łopuszny i Bojutkowa, tudzież posażnych po dwóch swoich żonach, a więc Chrobrza, Opatowa i Ćmielowa, posiadał także Broniszów pod Wiślicą, podarowany mu przez króla w nagrodę za Obertyn; należały doń nadto klucze jarosławski i przeworski. Jak zaś ogromny był taki klucz jarosławski, to najlepiej osądzimy, gdy stwierdzimy, że po skolonizowaniu go w ciągu XVII w. rozsiadło się na jego obszarze 16 miasteczek i 150 siół. Sam zresztą Jarosław uchodził za najhandlowniejsze miasto za czasów Rzptej, miewał ogromne jarmarki i dawał kolosalne dochody. Wszystkie te dobra zostawiał hetman w chwili swej śmierci świetnie zagospodarowane, miasta obwarowaniami przed nieprzyjacielem ubezpieczone, licznemi fundacjami pobożnemi i dobroczynnemi wyposażone. W Tarnowie stanęła jego kosztem znakomita szkoła, przez głośnego uczonego, X.Łyczkę, zorganizowana. Na Podolu i w województwie ruskiem utrwalił Tarnowski pamięć po sobie założeniem i obwarowaniem Tarnopola i skolonizowaniem okolicy w szerokiem promieniu. Włodarzył tedy – jak widzimy – dobrze i mądrze nie tylko na swojem, ale i na cudzem, w królewszczyznach, których kilka posiadał, jak starostwo sandomierskie, stryjskie, lubaczowskie i parę w województwie ruskiem, stąd ogólnie nazywany starostą ruskim. Pod koniec życia nabył w Czechach rozległe feudalne dobra raudnickie. Miał opinję ludzkiego dla poddanych.

Oficjalną rezydencją hetmana był Tarnów, należący do rzędu miast wcale pokaźnie w ówczesnej prezentujących się Polsce. Najwspanialszą ozdobą tego miasta był zamek na górze św. Marcina, poważna, choć ciężka budowa, obwiedziona murem, opatrzona strzelnicami, posiadająca cekhauz, suto w broń wszelką uprowidowany i liczną przytem załogę. Pan na Tarnowie jednak nierad tu przebywał; rezydencja ta raczej podobna była do muzeum, obok którego znajdowała cenna zbrojownia, zabytki po przodkach, bibljoteka, już wówczas rozgłośnej sławy używająca, bo posiadała nie tylko dzieła kosztowne o sztuce militarnej traktujące, ale i rękopisy z wielkim mozołem na wagę złota zbierane. Zbiorów tych nie krył hetman egoistycznie dla siebie, lecz chętnie użyczał ich światła scholarom z miasta Tarnowa i garnącym się tu chętnie tegoczesnym mistrzom pióra. Mieścił się w owym zamku pod ochroną straży i skarbiec, kędy się rodzinne klejnoty przechowywały. Uprzywilejowanych gości przyjmował zwykle gospodarz w Tarnowie. Tu Zygmunt August jako królewicz, bawił u pierwszego wodza Rzeczypospolitej, tu koronowany wygnaniec węgierski, Jan, całe dwa lata przemieszkał.
Hetman w Tarnowie nie mieszkał stale. Obrał sobie na rezydencję wieś Wiewiórkę, położoną pod Dębicą. Była to osada niewielka, a w niej dwór modrzewiowy; prosty płot biegł naokół cienistego sadu, stary szpaler lipowy zdobił ogród, a za ogrodem tuż zabudowania gospodarskie, jak przystało ziemianinowi, który w domu, u siebie, zrzucał oznaki dygnitarskie, jak niegdyś rzymski Cyncynnat, zostawał uprzejmym gospodarzem, szlachcicem, rolnikiem najpowszedniejszym. W polu rycerskie popisy, a pod strzechą własną rodzina, biesiada z sąsiady, dyskusje z uczonymi, poczem dla wytchnienia prowadził swych gości na obszerne łąki nad Wisłoką, na których uganiało wesoło ogromne stado szlachetnych koni. Scenę taką wyśnił w swej fantazji i uwiecznił swym znakomitym pędzlem Juljusz Kossak na obrazie, zdobiącym komnate dzikowskiego zamku. Tarnowski, wyobraziciel przekonań wieku, choć sam wiernie stał przy łacińskim obrządku, chętnie jednak podejmował u siebie tych, którzy inne wyznawali przekonania. Trudno zresztą było inaczej, skoro wówczas niemal połowa panów i szlachty, umysłów nieprzeciętnych, za nowinkami religijnemi się opowiedziała.

Zaznaczyć tu jeszcze wypada, iż dwóch ludzi w ówczesnej Polsce szczególnie opiekowało się nauką i uczonymi, mianowicie Piotr Kmita i Magnus Tarnowski, wuj i siostrzeniec, najwięksi antagoniści i nieprzejednani wrogowie, a jednak nieprzeszkadzało to przedstawicielom nauki kolejno to jednego, to drugiego nawiedzać. Kmita, również potężny pan na Wiśniczu i wysoki dostojnik, wojewoda krakowski, był hulaszczy, hojny, gwałtowny, zanadto oddany kielichowi i uciechom swywolnym, pociągał nie na długo; statyści i poeci, jakby szukając wytchnienia po tych ciągłych orgiach, spieszyli pod gościnną strzechę hetmana. I zawsze w tym wielkim dworze w Wiewiórce znalazł się kąt cichy dla ludzi pióra... Tutaj to młodociany, a rzewnie smutny śpiewak, Klemens Janicki, w ostatnich zwłaszcza latach niedługiego żywota, uciekał z dusznego Krakowa, by dać schorzałym płucom trochę świeżego powietrza, zaczerpnąć choć odrobinę sił w iglastych borach, okalających rezydencję hetmańską. Cichy, skromny syn wielkopolskiego kmiecia, udarowany w Rzymie wysokim tytułem doktora filozofji i wawrzynowym wieńcem poety, zasiadał przy jednym stole z wielkiego rodu reprezentantem, do korony stworzonym...

Obok Janickiego spotkałeś często w Wiewiórce i Stanisława Orzechowskiego, znakomitego mowcę, wichrzyciela, zazdroszczącego Janickiemu tej odrobiny sławy i wziętości, którą ostatni tak rychło zabrać miał ze sobą do grobu. Wszkże najbliższym może przyjacielem Magnusa był Jan Herburt, „sławny legista“, ojciec niemniej sławnej matrony polskiej, Reginy Żółkiewskiej, kanclerzyny i hetmanowej w. kor., krewniak Tarnowskiego przez Kmitę. Nawet sekretarz tegoż Kmity, apostata i znakomity prawnik, Jakób Przyłuski, nie omijał dworu wielkiego wojownika. Często tu także zaglądał i Melchior Pudłowski, sekretarz królewski. Niezawsze wdzięczne układał on rymy, ale że w mowie ojczystej, więc mile przez ogół przyjmowane.

Zresztą sam gospodarz był uczonym dużej miary, a nawet w pewnej dziedzinie unikatem w dziejach dawnej Rzptej. Na tylu hetmanów, jakich miała Korona i Litwa, Tarnowski okazał się nie tylko znakomitym praktykiem – jak to wiedzieliśmy – ale był jedynym teoretykiem sztuki wojskowej. Opracował i wydał drukiem dwa dzieła wysokiej wartości w tej dziedzinie, a mianowicie: Consilium rationis bellicae, mimo łacińskiego tytułu i przedmowy całe napisane po polsku, wydane w Tarnowie u Łazarza 1558r., i De bello cum Turcis gerendo. Pokazuje się tedy, iż na dzisiejsze czasy mógł być nietylko naczelnym wodzem, lecz także pierwszorzędnym szefem sztabu generalnego. Dopiero blisko w trzy wieki po nim pojawił się u nas drugi taki świetny teoretyk wojskowy, a to generał Prądzyński. Hetman poświęcał się również wybitnie zagadnieniom prawniczym, był to bowiem w Polsce okres wzmożonej działalności nad kodykfikacją i t. zw. „egzekucją praw. Opracował tedy dzieło p. t. „Ustawy Prawa Ziemskiego Polskiego, dla pamięci lepszey krótko y porządnie, z Statutów y z Constituciy zebrane. Z przydatkiem O obronie Koronney, y o sprawie y Powinności Urzędników Wojennych, Jego M. Pana Jana Tarnowskiego, niekiedy Kasztelana Krakowskiego, etc. etc. temi czasy Rycerskiemu Stanowi barzo potrzebne“, dopiero jednak w r. 1579 wydane (w Krakowie) z rękopisu, gdyż autorowi zapewne śmierć na ogłoszenie drukiem tego dzieła nie pozwoliła. 6) Widzimy zatem, iż był to umysł wielostronny (nawet kronikę napisał – powiada Niesiecki) i niepospolity. Sam uczony, był protektorem nauk, a także przyjacielem literatów, którzy mu też za to swe utwory wdzięcznem sercem dedykują, o czem jeszcze za chwilę będzie mowa.

Rzućmy na tę wybitną postać historyczną okiem i pod innym kątem. Gdy podówczas rody magnackie gwałtownie rzuciły się do nowinek religijnych i porzucały wiarę swych przodków nietyle może z przekonania, co dla mody lub przez chciwość i łakomstwo na dobra duchowne, Tarnowscy wszyscy za przykładem swej głowy, hetmana, pozostali katolicyzmowi wierni. U Jana Magnusa nie była to jednak wierność ślepa, bezwzględna i bez zastrzeżeń, czyli mówiąc po dzisiejszemu, nie był, ani chciał uchodzić za klerykała. Owszem na sejmie 1552 r. otwarcie występował przeciw sądownictwu biskupów i zbyt wielkiemu wpływowi Rzymu na wewnętrzne sprawy państwa. Z uczonymi innowiercami zagranicznymi korespondował, np. z Kalwinem, Melanchtonem, humanistą Erazmem Rotterdamczykiem (nie innowiercą), dopuszczając do pewnych granic krytykę urządzeń kościelnych przed ich trydencką reformą. W dogmatach wiary pozostał jednak nieugięty, w obowiązkach kultu i praktyki religijnej świecił przykładem i na łożu śmierci zapewniał Leonarda Słończewskiego, biskupa kamienieckiego, iż jak żył, tak pragnie umierać po katolicku.

Jest to starą prawdą, iż wielcy ludzie obok rzadkich przyjaciół i dalekich wielbicieli zwykli miewać niemało wrogów, a przynajmniej wielu niechętnych. Tak też miała się rzecz i z hetmanem. Nie lubiła go szlachta za jego niepomierną wyniosłość i dumę, tudzież bezwzględność acz sprawiedliwą w odnoszeniu się do innych, zwłaszcza do podwładnych. A przecież miał on być z czego dumny, nie tak, jak później magnaci, którzy często bez żadnych zasług w dumie i pysze go przerastali, drapując się w chwałę przodków i żyjąc w refleksach światła dawno zgasłych meteorów. Na dworze królewskim nie bardzo Tarnowskiego lubiono, bo go nie lubiła Bona jeszcze z racji owej z królewiczem Zygmuntem Augustem wyprawy na Wołochów, a potem z powodu małżeństwa tegoż królewicza z Radziwiłłówną. Za królową szedł Gamrat, biskup krakowski i zarazem prymas arcybiskup gnieźnieński w jednej osobie, postać mocno nieciekawa i ujemna, faworyt Bony; często też do gorszących sporów między nim a hetmanem przychodziło. Jednak najdotkliwszą była dla Magnusa poswarka z parukrotnie już wspomnianym Piotrem Kmitą, wojewodą krakowskim. Siedzieli obok siebie w senacie, bliskie ich łączyło krewieństwo, a pomimo to ciągłą zawziętością pałali ku sobie. Poszło między nimi o olbrzymie dobra Szczebrzeszyńskie, zajmujące cały powiat w Ziemi Chełmskiej i posiadające przywileje niemal feudalnego państewka. Hetman się uparł i może nawet nazbyt się zagalopował, w rezultacie przy tym majątku i tak się nie utrzymał, zaś napytał sobie dozgonnego wroga, który mu niejednokrotnie swemi intrygami tak dalece dał się we znaki, iż rozgoryczony a bezsilny Tarnowski nosił się z zamiarem zrezygnowania z zaszczytów, urzędów i dostojeństw, a przeniesienia swych dóbr w Czechach, gdzie byłby go Ferdynand z otwartemi przyjął rękoma. Wszak już oddawna zapraszali go do siebie cesarz, Węgrzy i Czesi, ofiarowując mu naczelne dowództwo nad swemi siłami zbrojnemi.
Dnia 16. maja 1561 r. zmarł hetman – „pater patriae“, jak go współcześnie nazywano – w 73 roku życia w swojej ulubionej siedzibie, Wiewiórce. Śmierć jego wywarła w Polsce ogromne wrażenie. Posłuchajmy, co o tem pisze znany nam Orzechowski: „Na odgłos śmierci Jana Tarnowskiego, wszędzie w Polszcze także na Litwie i w Rusi pełno żałości i smutku było. Naprzód Król Jegomość, jako żałościwym Królem po tym hetmanie swym w Litwie był, wypisał otym dostatecznie Łacińskim językiem Piotr Roizyusz Hiszpan. W Polszcze też, a zwłaszcza w Rusi iako śmierć Pana tego zasmuciła wszystek Lud, ztąd znać możesz. W niektórych Mieściech a zwłaszcza w Przemyślu Burmistrz zakazał tańców i biesiad wesołych dnia onego, którego ta smutna nowina do Przemyśla przyszła była. U jednego mego przyjaciela byłem na biesiadzie: były krotofile tam wielkie, ale skoro wieść o śmierci tego Pana przyszła, wnet nasze wesele w żałościwą boleść się obróciło. Panny tańców wnet przestały, umilkli piszczkowie, zgasła biesiada: a gdzieżkolwiek się obrócił, nie usłyszałeś głosu innego, jeno: iużeśmy siedli: iużci nie będzie Jan Tarnowski na podwodziech do Rusi biegł nas bronić. Takiego płaczliwego narzekania wszędzie pełno było na Rusi“.

Jan Magnus był dwukrotnie żonaty: najpierw z wojewodzianką ruską Barbarą Tęczyńską, a powtóre z kanclerzanką Zofją Szydłowiecką, z której pozostawił syna i córkę. Jednak Jan Krzysztof, kasztelan wojnicki, był chory na gruźlicę i zmarł bezpotomnie w pięć lat po ojcu. Córka Zofja była poślubiona ks. Wasylowi Ostrogskiemu, bodaj najpotężniejszemu panu na Rusi. Olbrzymie dobra hetmańskie przeszły na córkę i na wdowę po Janie Krzysztofie; klucz tarnowski dostał się z czasem XX. Sanguszkom.
Pamięć po hetmanie zostanie wiekopomna. Nie jest to frazes i każdy, kto się z tą postacią chociaż pobieżnie zapozna, do tego wniosku dochodzi. Pamięć tę przechowują zarówno karty historji jego orężnych przewag, jak dzieje literatury zarówno polskiej jak powszechnej, nadto sztuki piękne, z któremi wielki ten człowiek jest związany, wreszcie muzealne zabytki, z pietyzmem przechowywane w siedzibach licznie rozgałęzionego rodu hr. Tarnowskich oraz w zbiorach publicznych.

Odnośniki:

1)Według Korzona (str. 293), Tarnowski poprowadził 6.000 jazdy, Niesiecki wymienia ogólnie „6.000 swoich”.
2)) Tarnowski pod Gwoźdźcem rozbił 6.ooo−ny zastęp wołoski, mając tylko 5.000 swoich
3) W dziele: „Consilium rationis bellicce” radzi wozy wojskowe ustawiać w dwa rzędy, z których skrajny miał być dwa razy dłuższy od wewnętrznego „rynkowego”. Przy nich stawała piechota z bronią palną. W razie ukazania się nieprzyjaciela należało “wozy tak stoczyć, jakoby mógł wóz ku wozowi, koło ku kołu, łańcuchy zewsząd i zarazem na położeniu taki wóz okopać”. Dyszle w obóz obracać, a nie z obozu. Środek obozu „plac rynkowy” miał być mniejszymi wozami (kolasami hetmana i prywatnemi panów) ostawiony tak, by dość było miejsca dla przestronnego jeżdżenia, chodzenia, z końmi stania. W rynku mają stać działa, prochy, furmani z końmi, zawsze gotowymi do zaprzęgania i puszkarze ze swymi namiotami. Ruszanie obozu odbywać się miało za 3−krotnem otrąbieniem co godzina „3 albo 4 osób na przodku, we środku i na zadzie”. Naprzód ma wyruszyć artylerja, potem wozy rzędami, które się uwidoczniały za pomocą proporczyków, zatykanych na każdym pierwszym czyli przodującym wozie; dalej szła piechota czyli „drabi”, kawalerja wyjeżdżała przez tylną bramę ( tylko 2 były bramy ) i otaczała następnie cały tabor. Hufy konne miały iść przodem przed artylerją i wysyłały naprzód trzy straże.
4)Niesiecki ogólnikowo się wyraża iż „legacyj i różnych funkcyj dla ojczyzny podjętych przez Tarnowskiego chwała i po dziś dzień słynie” – jednak prócz drobnych misyj na Węgry o innych poselstwach historycy nie wspominają.
5)Dr A. Hirschberg: „O dyplomacji polskiej za Zygmunta I.” Lwów, 1880.
6)Późniejsze wydania powyższych dzieł: „Consilium rationis bellicae” z egzemplarza perga minowego Bibljoteki Puławskiej przedrukował homograficznym sposobem A. Pi−liński 1879 r. To dzieło oraz „De bello cum Turcis gerendo” wyszły p.t. „Dzieła” jako 167−y zeszyt Bibljoteki Polskiej wyd. Turowskiego w Krakowie 1858 r. Nadto „Zasady sztuki wojskowej. Consilium rationis bellicae” wydała Bibljoteka „Mrówki” (nr. 147) we Lwowie 1882. „Ustawy prawa ziemskiego” wydał Turowski w Krakowie 1858 r. jako zeszyt 133−134 (13−14) Bibljoteki polskiej. Dzieło to przedrukowano także w r. 1864 w Wilnie w dziele o życiu i pismach Łaskiego.

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania